Msza Święta - miesięcznik biblijno-liturgiczny

« powrót do numeru


ks. Michał Kamiński SChr (1935-2026)
Być czujnym

Artykuł pochodzi z miesięcznika "Msza Święta" nr 03, lipiec - sierpień - wrzesień 2026

Wydaje się, że już minęły te czasy, kiedy mówiło się: „Czy się stoi, czy się leży, tysiąc złotych się należy!”. Coraz bardziej przekonuje nas życie, że trzeba się dobrze obracać, aby cokolwiek zarobić. Konkurencja, wolny rynek, operacje bankowe, giełda i tym podobne sposoby powiększania fortun i zarabiania uczą czujności. Nie wolno przespać okazji, nie wolno przeoczyć nadchodzącego krachu na giełdzie, wszystko to bowiem grozi ruiną, upadkiem i tragedią.
Chrystusowe słowa o czujności, przepasanych biodrach i zapalonych pochodniach – jako oznakach gotowości – trafiają dziś na przygotowaną glebę, na dobry grunt. Konieczność czuwania, zależność od niego osiągnięcia obiecanego Królestwa wydają się nie podlegać dyskusji. Znamy też potrzebę cierpliwości w oczekiwaniu – i zaangażowania w nie wszystkich swoich sił: moment bowiem spełnienia jest krótki i niespodziewany, a chwila nieuwagi może zniweczyć cały długi wysiłek czekania.
Agent firmy zajmującej się obsługą uroczystości rodzinnych, przyjęć prywatnych i urzędowych, którego zarobek był uzależniony od ilości zdobytych klientów – mimo że był z natury śpiochem i nie lubił rannego wstawania, potrafił codziennie zrywać się rano, aby biec po poranne gazety i wczytywać się w ogłoszenia o imprezach i uroczystościach – bo a nuż uda się sprzedać towar i usługi swojej firmy… i zarobić… „królestwo”.
Wielu z nas jest lub było kibicami sportowymi. Chodziliśmy na mecze lub trasy wyścigów samochodowych lub rowerowych. Cała frajda, cała radość polegała na uchwyceniu tego jednego momentu: zobaczyć wpadającą do siatki piłkę, zauważyć przelatującego z impetem lidera wyścigu, nie przegapić tej najładniejszej bramki. Gdy to się nie udało, gdy ktoś akurat w tym momencie zagadał, odwrócił uwagę – nie mogliśmy sobie długo darować straconego oczekiwania, zmarnowanych godzin i pieniędzy.
Znamy te przeżycia – czynimy to dla utrzymania życia tu, na ziemi, dla przeżycia chwili radości ziemskiej – czy potrafimy to samo zaangażowanie włożyć w oczekiwanie na obiecane przez Ojca Królestwo? 
Zależy to od naszej wiary, od tego, gdzie jest nasze serce – przy jakim skarbie? Czy przy tym, który „rdza niszczy i mól gryzie”, czy przy tym, który Ojciec daje na życie wieczne?
List do Hebrajczyków tak sugestywnie i w bogaty sposób argumentuje potrzebę wiary w oczekiwanie na spełnienie obiecanych dóbr: „Wiara jest poręką…, dowodem rzeczywistości, których nie widzimy” – „przez wiarę” Abraham usłuchał i przywędrował, „przez wiarę” Sara „otrzymała moc”, „przez wiarę” Abraham ofiarował Izaaka – dlatego go odzyskał.
Dzięki wierze w sens i prawdę słów Bożych, obietnic Boga – ojcowie czuwali w „noc wyzwolenia”, gotowi do wyjścia ku wolności.
Dzięki wierze my dziś potrafimy czuwać w nocy nie tylko dla zabawy – ale dla modlitwy i ofiary. Czuwać przy chorym i opuszczonym, czuwać w spełnianiu nałożonych przez Pana obowiązków. 
Bo biada słudze, najemnikowi, któremu zabraknie cierpliwości, który zwątpi, który zacznie „jeść, pić i upijać się” – Pan przyjdzie niespodzianie i z niewiernymi wyznaczy miejsce.
[„Msza Święta” 7-8/1992]

Uwaga! To jest tylko jeden artykuł z miesięcznika "Msza Święta". Pozostałe przeczytasz w numerze dostępnym w Wydawnictwie Hlondianum:

« powrót do numeru